Jedziemy nad Bałtyk!

Jedziemy nad Bałtyk!

“-A co będziemy robić w kwietniu?”
“-Hmm… Jedziemy nad morze?”

I pojechały.

Pomysł był taki, żeby #ciotkiwuch spotkały się w jednym z naszych ulubionych miejsc nad polskim morzem, nad zatoką Pucką. Hel był więc nasz! I to dosłownie. Kwietniową porą miejsce jest nie do poznania. Cisza, spokój, zero ludzi na campingach i w miasteczkach, puściutkie plaże i ścieżki rowerowe. 

Ale od początku…

Plan naszego wyjazdu zakładał przyjazd piątkowym rankiem do Władysławowa. Pecha miał ten, kto mieszka na południu Polski, bo parę godzin wcześniej trzeba było otworzyć oko i wyruszyć w Tour De Cała Polska (dosłownie, bo Zuza musiała zacząć podróż w Zakopanem). Przystanek Kraków, spakowałyśmy się w siedem do wesołego busa o jakiejś 3:28 i w drogę! Po drodze kilka “pitstopików” na małe co nieco, aż w końcu dotarłyśmy na miejsce przed południem. 

Po chwili oczekiwania na resztę ekipy z bliższych i dalszych zakątków kraju, wczesnym popołudniem w komplecie mogłyśmy ruszyć na spacer. Cel – Przylądek Rozewie zdobywany plażą. Niestety nie jest to taka łatwa i szybka misja, bo… jak 11 bab dopadnie pierwszy raz w sezonie biały piasek, duże fale, przebłyski słońca zza słodkich obłoczków i smartfona, to zamiast spaceru, robi się regularna sesja zdjęciowa. “Jeszcze tu i zrób.” “A jakbym tak skoczyła?” “Może tyłem stanę?” “Czekaj, czekaj. Podrzucę piasek.” Znamy to wszyscy, prawda? 😛

Sesja zakończona powodzeniem. Uffff… mogłyśmy już na spokojnie rozłożyć się z matami, kocykami i koszykiem piknikowym nad brzegiem morza i zjeść kolację przy zachodzie słońca. Cóż tu dużo pisać? Było cudownie. Posiłki spożywane na łonie natury w doborowym towarzystwie zawsze smakują wyśmienicie i są świetnym sposobem spędzania czasu. Śmieszki, heheszki, ploteczki, wygłupy i nie wiadomo kiedy zleciał nam cały dzień. Trzeba teraz zaplanować kolejny…

“Kto wstaje ze mną na wschód słońca?”
“Ja! Jak Ty wstajesz to ja też. Może i ja, zobaczę…”

Wstały cztery – i tak niezły wynik. Wschód może nie był najpiękniejszym spektaklem natury, bo ta wstydliwie postanowiła zasłonić się z lekka chmurami, ale kilka pierwszych promieni słońca udało nam się złapać na twarz i uwiecznić w kadrach pierwszych sobotnich zdjęć.

Skoro już prawie połowa ekipy była na nogach, nastąpił czas na szybką pobudkę reszty, śniadanie, kawusię i wymarsz po super fancy, trendy, jezzy rowery miejskie (koniecznie z koszykami), które zostały naszymi rumakami na cały dzień przejażdżki helskim wybrzeżem. 

Start naszej wycieczki to wypożyczalnia “Wypo” (małe lokowanie produktu dlatego, że z czystym sumieniem polecamy za bardzo miłą obsługę, dostępność sprzętu i niewygórowane ceny) we Władysławowie przy starcie ścieżki rowerowej. Wyposażone w białe, czarne i czerwone fury ruszyłyśmy przed siebie.

Po drodze konieczne przystanki fotograficzne na plaży w Chałupach, Kuźnicy i molo w Jastarni. Tutaj zatrzymałyśmy się na dłużej, przyciągnięte zapachem gofrów i kawy. Po lewej stronie przed molo znajdziecie budkę “Lody Bałtyckie”. Nie obejdzie się bez kilku słów o Nich – przesympatyczne małżeństwo, które prowadzi swój biznes z wielkim zaangażowaniem i pasją. Wszystko świeże, naturalne, przyciągające wyglądem i smakiem. Niebo w gębie! Koniecznie zajrzyjcie będąc przy molo.

Najedzone słodyczami (tak, tak,czasami można a nawet trzeba) i napojone kawką mogłyśmy wyruszyć dalej. Teraz już bez zatrzymywania, docieramy na jeden z krańców Polski – Cypel w miejscowości Hel. Rzut okiem i aparatem na plażę, morze, zatokę i trzeba szukać rybki na obiad. Znalazły, rozsiadły się, pojadły, pogadały głupoty…

“Droga powrotna pociągiem? Może? Eeee nie… tak fajnie się jedzie. Ciotki, damy radę.” I tak minęło nam nawet nie wiemy kiedy 76 km wzdłuż półwyspu. Jedyną oznaką przejechanego dystansu były delikatnie obolałe “cztery litery”. Dla większości z nas było to pierwsze rowerowanie w tym sezonie, więc nawet najwygodniejsze siodełka miejskich bicyklów dały się we znaki.

Po całym dniu wrażeń, kolejna kolacja na plaży i chwile później wszystkie padły do spania jak zabite. Niewiarygodne, jak szybko i bez słowa…

W niedzielny poranek z żalem pożegnałyśmy się z półwyspem i ruszyłyśmy w kierunku Trójmiasta. Spacer przez najważniejsze atrakcje Gdyni i Sopotu, tu kawka, tam rybka, plany na kolejne wypady, ostatnie ujęcia i niestety… wszystko co dobre, szybko się kończy… 

Każda zapakowała się w swój środek transportu i ruszyła “w chałpe” bogatsza w coś, czego nikt nigdy jej nie zabierze – wspomnienia!

To był jeden z naszych najpiękniejszych #ciotkiwruch weekendów. Pełny śmiechów i przygód, ale też wartościowych rozmów o życiu i nowych przyjaźni wspaniałych kobiet.

Nie możemy doczekać się kolejnego… A Wy? 

…z wiatrem we włosach i piaskiem w plecakach,

Ola i Zuzia 

Jedziemy nad Bałtyk!

2 komentarze do “Jedziemy nad Bałtyk!

  1. Zdecydowanie jeden z najlepszych wyjazdów! Pod wieloma względami, a Może też dlatego, że pierwszy raz nie zajechałyśmy się solidną liczbą km pod górę? Kto to wie… 😁😁

    1. Hmmm, jeszcze nigdy nie przejechałyśmy wspólnie 76km ale fakt, to było po płaskim więc się nie liczy… Następny camp już nie będzie taki lajtowy, także szykujemy się 😘

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry