Ciotki w góry na skitury!

Ciotki w góry na skitury!

Długie zimowe popołudnia spędzone przy rozgrzewającej herbatce na projektem #ciotkiwruch zaowocowały wieloma koncepcjami. Jedną z nich są wspólne jednodniowe, weekendowe i ciut dłuższe wyjazdy dla aktywnych kobitek.

Układając kalendarz wyjazdów, nic innego, jak tylko góry, musiały znaleźć się na pierwszym miejscu. Zuza z pod samiuśkich Tater, Ola spod bieszczadzkich połonin, więc zaprosiłyśmy nasze Ciotki na tury, skitury i splitboardy do stolicy sportów zimowych – Zakolove!

Miałyśmy do dyspozycji tylko weekend, a tyle planów w głowie: ognich, termy, turę na Kasprowy, spacer po dolinkach, kawkę i ploteczki w sklepie SUE… Jakoś trzeba było tego dokonać.

Piątkowe popołudnie poświęciłyśmy wszystkie na skompletowanie sprzętu, spakowanie plecaków, dobór odpowiedniego stroju oraz co bardzo ważne na weryfikację naszych umiejętności technicznych na pobliskim stoku narciarskim. Pamiętajcie, że warto się dobrze przygotować do takiej wyprawy pod każdym względem, niezależnie od naszego poziomu bycia Pro 😉

Po kawałku porządnej roboty, czekało na nas zasłużone ognicho przez duże O! Książniczki zostały cudownie ugoszczone przez pewnego zaprzyjaźnionego mężczyznę pośrodku kościeliskich polanek. Swojska kiełbacha, grzane wino, gorąca herbata, oscypek z żurawiną… Komentarz zbędny. Tego właśnie nam trzeba było. Najedzone i rozgrzane mogłyśmy spokojnie iść wypocząć przed sobotnim wyzwaniem.

W sobotni poranek obudziły nas nieśmiałe promyki słońca. Szybkie śniadanie i w drogę. Cel naszej wyprawy to górna stacja kolejki na Kasprowym Wierchu zdobywana przez podejście od Kuźnic przez Dolinę Goryczkową. 3, 2, 1, poszło…

Początek trasy przebiegł nam bardzo szybko, sprawnie i przyjemnie. Pomimo dech na nogach, wszystkie ochoczo rozbiegały się na boki, żeby pykną foteczkę tu i tam: a to na świeżym puszku, a to pod choinka, a to w przebłysku słońca. Szybko znalazłyśmy się dole wyciągu narciarskiego na Goryczkowej, gdzie rozsiadłyśmy się na piknik przed “atakiem szczytowym”.

Pojedzone, obfotografowane z każdej strony ruszyłyśmy dalej. Wyjście z lasu i już widać nasz cel. “Już niedaleko. Za chwile będziemy. Eeee lajtowo….” Nic bardziej mylnego, Ostatnia prosta okazała się drogą przez mękę, ścieżką zdrowia, warunem dla konesera, jak zwał tak zwał. W każdym razie łatwo nie było. Wywiany śnieg, oblodzone skały, zamarznięte połacie, wiatr w oczy i coraz gorsza widoczność zrobiły z nas prawdziwych mężczyn! 

Ile się w duchu lub pod wiatr każda naklęła, to niech zostanie między nami. Żadna się nie poddała. Kilka dobrych kwadransów później wszystkie stanęłyśmy na szczycie! I wiecie co się wtedy stało? Zza chmur zaświeciło nam cudowne popołudniowe słońce. Każda z nas przyzna, że widok po takiej wyrypie był niezapomniany.

Mamy to! Teraz nagroda. Można się przepiąć i szusować w dół. Jeszcze kilka zdjęć razem i każda swoją linią. Widzimy się na dole!

Piękny, choć trudny dzień dobiegał końca. Przy kuchennym stole z kubkiem gorącej herbaty gratulujemy sobie tej misji. Niektóre z nas pierwszy raz były na turach w górach wysokich. Dobry chrzest. Najważniejsze, że wszystkie szczęśliwe i chcą wrócić na kolejne szlaki.

Po sobotnich wyczynach, niedzielę zaplanowałyśmy pod znakiem relaksu. Od samego rana pogoda nas rozpieszczała. Śniadanie udało się zjeść na tarasie pod siedzibą SUE. Do tego kawa, ciacho i mini szoping dopełniły kobiecy hedonizm. 

“No to co, spacerek Doliną Kościeliską do schroniska?” Oczywiście. Dwie godziny później siedziałyśmy już w pełnym słońcu pod schroniskiem zajadając się prażonym serem z żurawina i szarlotkami. Jeśli będziecie w Ornaku, koniecznie musicie spróbować jednego i drugiego. Kwintesencja schroniskowych smaków!

Ekstra się siedziało, plotkowało, wspominało… ale jak zwykle, czas wracać. Do domów, rodzin, obowiązków, żeby niedługo spotkać się znów. Na kolejnym babskim aktywnym wypadzie. Gdzie tym razem?

Ciotki w góry na skitury!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry